Nie skaczcie do wody

09-07-2012, 20:20 | Agnieszka

Mam na imię Mariusz i  jest to moja historia o tym, jak człowiek żyje po skoku do wody, ze złamanym kręgosłupem – pisze Mariusz w mailu. Chociaż nie ma czucia nawet w rękach, swoim uporem zaszedł daleko. Skończył szkołę, obsługuje komputer i prowadzi własną stronę internetową. I chociaż potrafi czerpać z życia radość, przestrzega innych  młodych chłopaków przed brawurowymi zachowaniami w wodzie. W tym roku mija 14 lat od jego ostatniego skoku.

Pisze przede wszystkim do ludzi młodych, przed którymi całe życie, których rozpiera energia spowodowana brawurową jazdą samochodami czy też motocyklami, popisami i skokami do wody, które praktycznie w jednej chwili przekreślają życie. Jeden skok – sekunda, nawet mniej -  złamany kręgosłup i tragedia nie tylko dla ciebie, ale całej rodziny i przyjaciół . Proszę, przeczytajcie moją historię i wielu innych osób, które są w takiej samej sytuacji. Znam chyba z 5 skoczków osobiście, a jest nas dużo, tylko nas nie widać. Większość z nas spędza życie w czterech ścianach, inni w domach pomocy społecznej, bo innego wyjścia nie mają.

Pomyślcie, gdy jesteście na plaży, aby zachować się odpowiedzialnie i pomyśleć, czym to się może skończyć. To są sekundy, które przekreślają wszystkie życiowe plany i wywracają życie o 180 stopni. Wiem,  że macie marzenia, co do przyszłości -  jaką szkołę skończyć, kim zostać, macie dziewczyny, narzeczone, z którymi snujecie plany. Dla tych marzeń, normalnego życia warto pomyśleć, aby nie popełnić takiego błędu, jak ja.

Gdybym mógł cofnąć czas...ale nie mogę…jednak gdybym mógł, na pewno bym nie skoczył, nie popisywałbym się, nie traktowałbym życia, jak gdybym był jakimś supermanem, któremu nic się nie stanie.

Uwierzcie, jest to tragedia, której nie da się w żaden sposób opisać , fakt, żyję, jako tako się przyzwyczaiłem , zaadoptowałem w roli osoby niepełnosprawnej , pogodziwszy się z tym, bo innego wyjścia po prostu nie ma. Traktuję moje życie jako wyróżnienie od Boga, a nie jako karę i chyba przez to podejście jest mi łatwiej to wszystko dźwignąć.

Moje życie nie jest łatwe, to codzienne borykanie się ze słabościami, niemocą swego ciała, czekając na pomoc drugiej osoby w wszystkich czynnościach życiowych, takich jak mycie, fizjologia, ubieranie, karmienie, nawet podrapanie po nosie, ponieważ sam nie dam rady.

Zawsze byłem pracowity i swoją pracą chciałem dojść do czegoś w życiu, robić cos pożytecznego. Rodzina  jest dla mnie najważniejsza i chciałem stworzyć własną, mieć piękną żonę, syna jako pierwszego, jakby się udało ;) Chciałem wybudować dom, gdzie żona i moje dzieci miałyby schronienie, miłość oraz poczucie bezpieczeństwa. Chciałem być kochającym ojcem i kochającym mężem, aby moi bliscy zawsze mieli we mnie wsparcie, móc bawić się w ogrodzie, gdzie posadziłbym drzewka, móc przytulić się do kochanej osoby, żyć pełnią życia. Móc wyjść z kolegami na piwo, tańczyć, zdobywać wszystkie szczyty na własnych nogach, zwiedzać Polskę, świat.

Wszysto to było przede mną, lecz gdy się uda już przeżyć po tej sekundzie nierozwagi, szaleństwa i głupoty, lekarz mówi: “Będziesz na wózku do końca życia” i nie ma od tego ucieczki, nie ma odwrotu. Człowiek uświadamia sobie, oczywiście po jakimś czasie, “co ja zrobiłem, dlaczego tak się stało, dlaczego ja?”

Chcę, aby moja historia trochę Wam młodym uświadomiła, czym grozi sekunda nierozwagi i jak zmienia się życie dla Was i rodziny. Życzę spełnienia wszystkich Waszych marzeń. Oby te wakacje były dla Was młodych bezpieczne. Życzę Wam tego z całego serca i proszę nie skaczcie do wody!

________

Mariusz porusza się na wózku sterowanym brodą. Maszyna jest już wysłużona, większość jej elementów jest w opłakanym stanie. Nieuchronnie zbliża się moment, w którym wózek nie będzie nadawał się do dalszej jazdy, a Mariusz nie będzie mógł wsiąść na niego ponownie. Dlatego prosimy o pomoc w zakupie nowego wózka.

* Zdjęcie: źródło

Oceń ten post:
minusplus
(ocena: +6, głosów: 6)
Loading ... Loading ...

Tagi: , , ,

Skomentuj