Kibice pomagają Ewie

21-02-2012, 13:39 | Agnieszka

Historia Ewy Kieryk, która straciła nogi pod kołami pociągu, obiegła całą Polskę. Ogromne fale współczucia szybko przerodziły się w działanie. W końcu jest szansa, by Ewa stanęła na nogi, więc nie można jej zaprzepaścić. Trzeba tylko zebrać kilkaset złotych na protezy. W tym momencie bezsilność rodziny zmieszała się z ogromną wiarą w drugiego człowieka. W jego siłę i przede wszystkim chęci pomocy. Kiedy okazało się, że Ewa jest fanką Liverpool FC, kibice w mig zaczęli opowiadać sobie historię Ewy. W ten sposób informacja o Ewie trafiła do uszu Radka Chmiela z portalu LFCPoland.com.

SP: Jaka była Twoja pierwsza reakcja?
R.Ch.:Po przeczytaniu tego, co stało się Ewie, byłem zszokowany. Mimo, że „bawię” się w dziennikarstwo od kilku dobrych lat, pisząc własne felietony, zabrakło mi słów, a do oczu napłynęły łzy, że tak młodą dziewczynę spotkała okropna tragedia. W jednej chwili pojawił się też impuls pomocy.

Od początku wiedziałeś, że jest fanką Liverpool FC?
- Tak. Informacje o dziewczynie zostały zamieszczone na zaprzyjaźnionej z naszym portalem stronie www.liverpoolfc.pl. Nieczęsto widzi się newsy o pomocy komuś potrzebującemu na portalu poświęconemu Liverpoolowi. Od razu pomyślałem sobie, że musi to mieć jakiś związek z piłką i okazało się, że Ewa kibicuje the Reds, więc jest jedną z nas – naszą Czerwoną Siostrą, która potrzebuje wsparcia.

Nie trzeba było długo czekać na Waszą pomoc, chociaż fani rozproszeni są po całej Polsce. Jak kibice Liverpoolu pomagają Ewie?
- Akcja pomocy Ewie wśród polskiej społeczności nabiera rozpędu. Podczas każdego spotkania fanów w całej Polsce Czerwoni zbierają pieniądze dla Ewy, które następnie przesyłają na zbiórkę Ewy na Siepomaga.pl. Takie zbiórki miały już miejsce m.in. w Rzeszowie, Lublinie, Warszawie, Białymstoku czy Trójmieście. Z tego, co wiem, zbiórki będą też prowadzone podczas meczu finałowego Carling Cup pomiędzy Liverpoolem i Cardiff. Dodatkowo, Fan Klub kupił ostatnio unikatowy obraz, który otrzymaliśmy od samego Jamiego Carraghera, vice-kapitana klubu. Obraz został kupiony za kwotę 500 funtów (ok.2500 zł), a zarząd zdecydował, że ta perełka z własnoręcznym podpisem Carraghera powędruje do Ewy. Poza zbiórkami pieniędzy, które są niezbędne do zakupu protez, kibice wysyłają Ewie podarunki. To drobny gest, lecz z pewnością powoduje na jej twarzy uśmiech i motywuje do walki. Koszulki, czapeczki oraz pozostałe gadżety klubowe od nas będą przypominać nastolatce o tym, że słowa hymnu You’ll Never Walk Alone, to nie jest pusty frazes.

Do akcji zaczęli się przyłączać kibice innych klubów. Zwaśnieni na boiskach, tutaj zjednoczyli się w szczytnym celu. Jak udało Ci się połączyć siły z innymi klubami?
- To wszystko zadziałało na zasadzie łańcuszka. Napisałem do kilku znajomych osób, które prowadzą portale poświęcone innym drużynom oraz należą do Fan Klubów swoich zespołów z prośbą o zamieszczenie apelu o pomoc Ewie. Niezwykle pomocny w tym okazał się Facebook i Twitter. O apelu ćwierknęły między innymi córki Kenny’ego Dalglisha oraz dziennikarze oficjalnej angielskiej strony Liverpoolu, jak również młodzi piłkarze the Reds. Na chwilę obecną apele pojawiły się już na 35 portalach internetowych w Polsce oraz kilku angielskich forach.

Skąd w kibicach bierze się chęć wspólnego pomagania?
- Myślę, że – przynajmniej dla nas, kibiców Liverpoolu – ważne jest to, o czym śpiewamy w hymnie klubowym. „Idź z nadzieją w sercu, nigdy nie będziesz szedł sam” – to słowa, które nie są dla nas tylko przyśpiewką klubową, lecz wyznacznikiem tego, jak się zachowywać, aby trzymać się razem i wierzyć, że zawsze jest ktoś, kto poda Ci pomocną dłoń. Do tego dochodzi też fakt, że ta tragedia dotknęła tak młodą dziewczynę. Uważam, że przy takich typu akcjach, w których stajemy ponad podziałami klubowymi, chcemy też pokazać zdrowe kibicowanie i złamać powszechny stereotyp kibica piłkarskiego. Jeśli możemy połączyć przy tym naszą pasję oraz pomoc, to dla nas jest to niesamowita frajda.

Kwota potrzebna na protezy jest ogromna. Czy planujecie jeszcze jakieś akcje dla Ewy?
- Oczywiście. Na początku maja planujemy zorganizować kolejną, czwartą już edycję Ogólnopolskiego Turnieju Kibiców Drużyn Zagranicznych w Rzeszowie. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli oraz znajdziemy sponsorów, którzy pomogą nam finansowo przy organizacji tej świetnej imprezy, chcemy zrobić – na wzór turnieju z poprzedniego roku – publiczną zbiórkę pieniędzy z aukcji piłkarskich gadżetów sportowych oraz koncertów. W poprzednim roku pomogliśmy w ten sposób 3,5-letniemu Dominikowi Jokszowi, który urodził się z rozszczepieniem kręgosłupa. Nie zamierzamy rezygnować z pomocy małemu Dominikowi i planujemy podzielić zebrane datki na turnieju pomiędzy nim, Ewą i rzeszowskim domem dziecka.

Do zbiórki kibiców dorzuciło się kilkadziesiąt osób. Jak zachęcić kibiców innych drużyn do pomagania dziewczynie?
- Na pewno nie możemy poprzestać na tym, co już zrobiliśmy. Mówmy o akcji znajomym, przesyłajmy linki do zbiórki. Liczy się każda złotówka i słowa wsparcia.

Gdy Ewa już stanie na nogi, planujecie się z nią spotkać?
- Jak najbardziej. Trzymamy kciuki za Ewę i mamy nadzieję, że pojawi się pewnego dnia na letnich zlotach organizowanych przez Fan Klub. Pierwsza okazja do spotkania będzie już niedługo, podczas przekazania Ewie obrazu od Carry i na pewno – jeśli tylko Ewcia nie będzie miała nas dość – nie będzie to jedyne takie spotkanie.

Codzienność Ewy to walka o sprawność i tak naprawdę nauka życia w nowych warunkach. Co byś powiedział Ewie, żeby ją zmotywować do tej walki?
- Nie będę oryginalny i powiem to, co Ewa wie już od dawna: pamiętaj, że po każdej burzy wychodzi słońce i nigdy nie będziesz szła sama. Twoja rodzina i przyjaciele są zawsze z Tobą, podobnie jak i my. Masz o co walczyć, przed Tobą całe życie, w którym czeka Cię wiele momentów pełnych radości i uśmiechu. Myśl pozytywnie i się nie poddawaj. Nawiązując do tematyki piłkarskiej – nawet jeśli przegrywasz do przerwy 0:3, to magiczny moment może odwrócić los na Twoją stronę. Niech to, co stało się w Stambule w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku oraz to wygrane przez Liverpool w rzutach karnych trofeum, będzie Twoją motywacją.

Historia Ewy wywołała poruszenie w sercach jednych, ale też krytykę na ustach drugich. Czy uważasz, że brzemię wypadku można zrzucać wyłącznie na nierozwagę dziewczyny?
- Nie mnie to osądzać. Osobiście uważam, że jest to bardzo niefortunne zrządzenie losu. Niewątpliwie można było zapobiec tej tragedii. Z każdego wypadku powinniśmy wynieść pewną lekcję i nie powielać wcześniejszych błędów. Niech to będzie przestrogą dla innych. Uważam jednak, że powinno to też spowodować większą troskę o bezpieczeństwo ludzi na torach. Zdumiewający jest fakt, że w pobliżu szkoły, do której chodzi Ewa, nie ma bliskiego przejścia kolejowego. Być może ta tragedia spowoduje, że niektóre osoby z wyższych sfer otworzą w końcu oczy i zabiorą się do pracy.

Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz angażujesz się w akcje dobroczynne. Co skłania Cię do pomagania innym?
- Na pewno empatia. Stawiam się w miejscu takich osób i myślę sobie, że chciałbym, by znalazły się osoby, które mogłyby mi pomóc. Lubię pomagać, jest to dla mnie naprawdę spora frajda. Nie oczekuję żadnych nagród, aplauzów czy wychwalania – dla mnie nagrodą jest uśmiech człowieka, któremu pomogłem. Jeśli mogę połączyć przy tym moją miłość do piłki nożnej, to wtedy nie potrzebuję niczego więcej. Jak już wspomniałem, staram się wprowadzać codziennie w życie słowa hymnu Liverpoolu i to jest moją główną motywacją przy pomocy. Życie jest nieobliczalne i kto wie, czy sam nie będę kiedyś potrzebował pomocy innych ludzi. Trzymam kciuki, by tak nie było, lecz jeśli taka sytuacja by zaistniała, mam nadzieję, że trafię na ludzi, którym mój los nie będzie obojętny.


Apel o pomoc Ewie pojawił się także na oficjalnej stronie kibiców Liverpool FC. Jak widać, kibice z całego świata łączą się, by pomóc dziewczynie stanąć na nogi http://www.liverpoolfc.tv/news/latest-news/reds-fans-rally-for-ewa

Oceń ten post:
minusplus
(ocena: +3, głosów: 3)
Loading ... Loading ...

Tagi: , , , ,

Skomentuj