Nulka po pierwszej operacji nóżek

14-12-2011, 12:24 | Agnieszka


6 grudnia Anulka przeszła pierwszą operację nóżek. Teraz przed nią 6 tygodni rehabilitacji, a na wiosnę kolejna operacja. O pośpiesznym wyjeździe, warunkach w berlińskiej klinice i operacji opowiedział tata Nuli. Niesamowite, ile wytrwałości i odwagi jest w tej małej dziewczynce. Poniżej relacja z wyjazdu.

Wyjazd w ostatniej chwili

Jeszcze w piątek miałem wrażenie, że stan Ani na pewno nie pozwoli na zakwalifikowanie jej do operacji. Zadzwoniłem więc do ordynatora chirurgii dziecięcej, aby przesunąć termin pierwszej operacji. O proponowanym, nowym terminie dowiedziałem się w sobotę rano: początek lutego, to dość odległa data. Po południu stan Ani zaczął się poprawiać i postanowiłem dokładnie kontrolować jej temperaturę; po katarze i kaszlu nie było już śladu, wszystkie odczyty temperatury były w normie, więc postanowiłem zaryzykować i w niedzielę napisałem do Berlina, że jednak pojawimy się w klinice w poniedziałek. Czym ryzykowałem? Tak naprawdę bezsensowną przejażdżką do Berlina, bo przecież ordynator mógł już w tym czasie usunąć operację Ani z grafiku, a kontaktu telefonicznego w weekend nie miałem.

Podróż do

Pociąg Warszawa – Berlin: tylko 5 godzin i 20 minut i byliśmy na miejscu. Jeszcze w pociągu odczytałem maila od ordynatora, że żadne zmiany w grafiku operacji nie zostały wprowadzone i jeśli stan zdrowia Ani na to pozwoli, operacja odbędzie się zgodnie z planem. Po pociągu taksówka i po 40 minutach byliśmy już we właściwym miejscu w klinice.

Niemieckie zasady życia szpitalnego

Podejrzewam, że niewiele różnią się od ogólnie obowiązujących zasad w szpitalach w całej Europie, również Polsce, ale kilka cech życia szpitalnego w Niemczech jest zdecydowanie wartych odnotowania. Jest mały pacjent, jest też jego rodzic – oboje są pełnoprawnymi uczestnikami procesu leczenia. Co oznacza to w praktyce? Partnerskie traktowanie rodzica przez cały personel medyczny: rodzic ma prawo wiedzieć dokładnie, rodzic nie jest uprzykrzającym życie petentem, niemile widzianym dodatkiem do dziecka, również rodzicowi należy stworzyć godziwe warunki (miejsce do spania, możliwość swobodnego korzystania z łazienki, czy posiłków). Wiem, wiem, dużo zależy od środków finansowych i warunków, którymi dysponuje dana placówka medyczna, dlatego też marzy mi się, żeby i polscy medycy mogli wreszcie pracować w warunkach, które pozwolą im na spokojną pracę i pozbycie się wszechobecnych ograniczeń.

Na zewnątrz było jeszcze ciemno

Obudzono nas o 6:30 we wtorek 6 grudnia. Wcześnie, bardzo wcześnie, ale cóż – procedurę czas zacząć. Przygotowywałem  Anulkę na wizję operacji już od kilku miesięcy i nie wydawała się tym wszystkim zbytnio przejmować, ale tego ranka pierwszy raz powiedziała mi, że się boi i widziałem, że strach był prawdziwy. Na widok ‘stroju operacyjnego’ dla Ani również ja poczułem zdenerwowanie, ale szybko udało się nam to wszystko opanować. Towarzyszyłem Anulce aż do sali operacyjnej i z ciężkim sercem oddałem ją w ręce chirurgów. Przed nimi stało ciężkie zadanie: wielogodzinna operacja, której zadaniem było wyprostować dwie kości (prawe udo i lewe podudzie) – jak można się domyśleć, aby wyprostować zakrzywioną kość i następnie wprowadzić do niej idealnie prosty drut, należy najpierw tę kość połamać w kilku miejscach, dokładnie w trzech miejscach w udzie i w dwóch miejscach w podudziu. Oprócz tego nacięto Ani lewego Achillesa celem wydłużenia go (i właśnie to nacięcie jest obecnie chyba najbardziej bolesne).

Po ponad sześciu godzinach

Powoli zaczynałem już tracić wszelką cierpliwość, bo operacja przedłużała się, ale wreszcie otrzymałem informację, że operacja zakończyła się i Ania jest w fazie wybudzania. Wróciłem na oddział intensywnej terapii i czekałem na moje ‘pokiereszowane’ dziecko. Ania obudziła się z podłączonym znieczuleniem zewnątrzoponowym (chyba najskuteczniejszy sposób niwelowania objawów bólowych) i … w ‘pancerzu’ z lekkiego gipsu w kształcie spodni od pasa w dół, z dodatkowym drążkiem pomiędzy nogami (założonym w celu utrzymania właściwej pozycji nóg). Widok ogólnie rzecz biorąc nieciekawy, wszakże żadne dziecko nie miałoby zadowolonej miny zobaczywszy, że siedzi w jakiejś skorupie i nie może się ruszyć. Do tego dochodzi jeszcze niespieszna perspektywa zrzucenia pancerza po nowym roku, a więc życie w pozycji leżącej przez okrągły miesiąc. I to właśnie wydaje się być najbardziej uciążliwym elementem układanki, dla Anulki oczywiście. Rozumiem ją w pełni, ale wiem też, że jest to konieczność wyższa.

Czy to dzień, czy to noc?

Przez pierwsze trzy dni po operacji czasami przysypialiśmy w ciągu dnia, ponieważ Ania nie mogła spać w nocy z powodu bólu pooperacyjnego i niewygodnej, niezmiennej pozycji (leżenie na plecach). Kilka razy dziennie lekarze z oddziału i anestezjolodzy kontrolowali jej stan.

Miła odmiana

Z początkiem weekendu Ania zaczęła korzystać z użyczonego nam wózka, oczywiście wciąż w pozycji leżącej. Od razu poprawił się jej humor: zaczęliśmy spacerować po całym kompleksie szpitalnym. Dodatkową, miłą niespodzianką była sobotnia wizyta czytelniczki bloga, Moniki wraz z mężem i jej dwiema córkami. Pierwszym pytaniem Ani było, dlaczego ci państwo mówią po polsku – naprawdę miła odmiana dla mojego dziecka (dodatkowo okraszona prezentem-niespodzianką).

Fassier – Duval

W poniedziałek Ania została wyjęta z ‘pancerza’ i poddana lekkim ćwiczeniom usprawniającym z fizjoterapeutką. Strach oczywiście był wielki, ale po kilku minutach atmosfera rozluźniła się, a pod koniec Ania zaczęła się nawet uśmiechać: szczęśliwa, że postawiono ją na nogach przed drabinkami.

Podczas fizjoterapii miałem możliwość dokładnie przyjrzeć się nóżkom Nulki. Efekt niesamowity: z tak ogromnych zakrzywień udało się uzyskać tak idealnie proste udo i podudzie. Porównanie z dwiema, nieoperowanymi jeszcze kośćmi wypada naprawdę imponująco. Aż trudno mi się do tego widoku przyzwyczaić…

Co jeszcze przed Anią?

Przed Anią sześć tygodni rekonwalescencji, podczas których nie można pozwolić, aby moje dziecko ‘leżało odłogiem’. Należy codziennie usprawniać mobilność jej stawów i nóżek. Zadbam o to już w Warszawie, wspólnie z wujkiem Krzysiem. Naturalnie, to jeszcze nie koniec. Termin drugiej operacji zostanie wyznaczony na początku przyszłego tygodnia, orientacyjnie będzie to luty-marzec. Mam nadzieję, że i tym razem wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Źródło: blog Ani

Oceń ten post:
minusplus
(ocena: +2, głosów: 2)
Loading ... Loading ...

Tagi: , ,

Skomentuj