Maksio

02-10-2011, 19:28 | Agnieszka

Pamiętacie Maksia? Rodzice zaczęli walkę o jego życie, gdy on był zaledwie wielkości dłoni i pływał sobie beztrosko w brzuchu mamy. Niedługo Maksio obchodzi pierwsze urodziny – jak ten czas leci!- więc postanowiłam dowiedzieć się, co słychać u tej dzielnej rodzinki.

A słychać bardzo dużo i bardzo dobrze. Serduszko Maksia pracuje bardzo dobrze. We wrześniu był u dr Zabłockiej w Olsztynie na kontroli. Odstawiono Maksiowi jeden lek. Kolejna wizyta na początku listopada. Za Maksiem już dwie operacje serca. Ostatnia operacja odbędzie się, kiedy Maksio będzie miał około 2 latek. Do czasu tej operacji ważne jest, aby Maksio już dobrze chodził.

Pamiętam pierwszą operację i radość Marty i Jacka, gdy udało się zebrać całą olbrzymią kwotę. Przy drugiej było trochę nerwów. Dwa tygodnie przed operacją brakowało jeszcze 14 tys.zł. Poruszyliśmy niebo i ziemię, by zebrać brakujące środki. Jeśli będzie trzeba, zrobimy to jeszcze raz. Na szczęście jest jeszcze rok na zebranie pieniędzy.

Po operacji cała rodzinka postanowiła wrócić w rodzinne strony, a mianowicie do Ełku. – Jesteśmy bardzo zadowoleni ze zmiany miejsca zamieszkania. Dzieciństwo tutaj różni się bardzo od tego, co dzieci mają w stolicy. Nasze życie też toczy się troszkę wolniej i spokojniej. Jesteśmy wolni od biegania za autobusami i śpieszenia się, aby coś załatwić. Chodzimy na długie spacery nad ełckim jeziorem, oddychamy świeżym powietrzem i mamy całą rodzinę na wyciągnięcie ręki. - czytam w mailu od Marty, mamy Maksia.

Pocztą pantoflową dowiedziałam się, że Maksio przepada za słodyczami i  prawdopodobnie ma to po rodzicach:) Słodkie kaszki, owoce, i czekolada, którą od czasu do czasu dostaje do polizania, sprawiają, że na pucatej buzi pojawia się duży uśmiech i słychać straszny krzyk, gdy mu się zabierze. Całymi dniami mógłby siedzieć na podłodze wśród zabawek, jednak najbardziej ciekawią go przedmioty codziennego użytku – szeleszczące torebki, opakowania, sitko, itp.

Na zdjęciach widać, jak bardzo chłopiec urósł. Nauczył się siedzieć, robić koci-koci i papa. Pokazuje jaki jest duży wyciągając rączki ku górze. Pytam Martę, jak zmieniło się ich życie w ciągu ostatniego roku. -Póki co staramy się żyć normalnie, co wcale nie jest trudne – odpowiada. – Maksio na co dzień nie przypomina nam o swojej chorobie. Żyjemy jak wiele innych rodzin. Tym bardziej nie mogę pojąć, dlaczego kilku lekarzy pytało mnie o usunięcie ciąży…Myślę, że obawy nadejdą z czasem. Tuż przed drugą operacją nie wypuszczaliśmy Maksia z rąk.

Gdyby ktoś potrzebował pozytywnego kopa, gdy wokół same smutki, niech przypomni sobie o tej wspaniałej rodzince. Mimo wielu ciężkich chwil, każdy dzień jest dla nich nowym zachwytem. Mają siebie, to najważniejsze. Mama Maksia wróciła do pracy. I chociaż tęskni za synkiem 8 godzin dziennie, to wie, że jest pod najlepszą opieką na świecie – tata Maksia opiekuje się nim cały dzień. - Jestem dumna z moich chłopaków, kiedy wracam wieczorem, a Maksio potrafi pokazać mi, gdzie jest góra, a gdzie dół lub rozróżnić jabłko od gruszki ;) Ja swoją nieobecność nadrabiam wieczorami i rankami. Myślę, że da się to wszystko pogodzić.

Oceń ten post:
minusplus
Brak ocen
Loading ... Loading ...

Tagi: , , ,

(1) Komentarz

  1. Tadeusz says:

    Witôm :)
    Jak to fajnie widziec uśmiechnięte i szczęśliwe dziecko :)
    Pòzdrôwióm baro serdeczno :)

Skomentuj