Na podbój Ameryk

30-06-2011, 17:45 | Agnieszka


Pamiętacie jeszcze Sylwię i Matta? Pisałam o ich pomyśle na pomaganie, kiedy we wrześniu wyruszali w dwuletnią wyprawę. Przez kilka miesięcy nie miałam od nich żadnych wieści, chociaż z wypiekami na twarzy oglądałam piękne zdjęcia na ich blogu. A ostatnio wysłali maila – mają się świetnie. Za nimi Argentyna, Chile i Boliwia. Obecnie są w Cusco (Peru), zwiedzają okolice, w tym słynne zaginione miasto Machu Picchu. W wolnej chwili Sylwia napisała kilka słów o przygodzie ich życia.

Przejechaliśmy już ponad 12 000km.  Po drodze zmagaliśmy się z patagońskimi wiatrami, minusowymi temperaturami na boliwijskim “altiplano” (płaskowyż), doświadczyliśmy trzęsienia ziemi w Chile, ale również mieliśmy okazję zobaczyć niesamowite miejsca, poznać cudownych ludzi i doświadczyć wielu niezapomnianych przeżyć.

Naszą podróż zaczęliśmy w Argentynie, gdzie zmagaliśmy się z silnymi wiatrami, dochodzącymi nawet do 200km/h.  Z niedowierzaniem patrzyliśmy na niesamowity wodospad Iguazu i ogromny lodowiec Perito Moreno. Przeszliśmy przez najwyższe drożne przejście przez Andy w Argentynie Abra el Acay na wysokości 4895m.n.p.m (dla porównania najwyższa góra w Europie -Mont Blanc 4810m.n.p.m). Mieszkańcy Argentyny zawsze mile nas witali i byli bardzo pomocni, dzielili się posiłkiem, oferowali nocleg i zawsze z zainteresowaniem wypytywali o naszą podróż.

W Chile, najbogatszym kraju Ameryki Południowej, przejechaliśmy słynną ‘Carretera Austral’,  która uznana jest za jedną z najpiękniejszych dróg na świecie. Mieliśmy okazję zobaczyć straszne zniszczenia po wybuchu wulkanu w Chaiten i trzęsieniu ziemi i tsunami nad brzegiem oceanu w Concepcion, gdzie sami doświadczyliśmy kilku wstrząsów ziemi.

W Boliwii, najbiedniejszym kraju Ameryki Południowej, zszokowani patrzyliśmy na warunki, w jakich żyją ludzie, bardzo często bez bieżącej wody, elektryczności, w domkach zbudowanych z gliny, gdzie wielodzietne rodziny mieszkają stłoczone w jednym pokoju. Jazda przez Boliwię, jak dotąd, była najtrudniejsza, niekończące się wspinaczki po nieoznakowanych, grząskich piaskowych drogach na wysokim i zimnym płaskowyżu na wysokości ponad 4000 m n.p.m, gdzie z trudnością oddychaliśmy, a zimne i suche powietrze raniło naszą skórę i oczy. Przejechaliśmy przez najwyżej położoną stolicę na świecie La Paz (3660 m n.p.m), najwyżej położone miasto na świecie Potosi (4060 m n.p.m) największe solnisko na świecie Uyuni (3653 m n.p.m) i największe jezioro w Ameryce Południowej Titikaka (3820 m n.p.m). W Boliwii doświadczyliśmy kilku przykrych sytuacji: Matt został uderzony przez nastolatka, dzieci rzucały w nas kamieniami, przedziurawiono naszą torbę i ukradziono torebkę, bardzo często nie czuliśmy się tam mile widziani.

Do Peru wjechaliśmy 2 tygodnie temu, obecnie zwiedzamy przepiękne miasto Cusco i slynne zaginione miasto Inkow Machu Picchu, a przed nami długa i górzysta droga do Ekwadoru.

Podczas naszej podróży mieliśmy okazję poznać dyrektora SOS Wiosek Dziecięcych w Boliwii, który opowiedział nam o problemach i zadaniach, z którymi zmagają się boliwijskie wioski, mamy również nadzieję, że uda nam się odwiedzić jedną z wiosek dziecięcych w Peru.

Prosimy o wsparcie naszej zbiórki na Siepomaga rzecz Fundacji SOS Wioski Dziecięce, która pomaga osieroconym i opuszczonym dzieciom i daje im nadzieję na przyszłość.

Aż chciałoby się chociaż w snach od czasu do czasu widzieć to, co oni na co dzień. Nie mam tu na myśli bynajmniej boliwijskiej biedy, ale soczyste kolory przyrody. Sylwia i Matt prowadzą jednocześnie dwie charytatywne zbiórki internetowe. Rodacy Matta z Wielkiej Brytanii dorzucili już 825 funtów, Sylwia wśród swoich zebrała póki co 435 zł. Z odrobiną wsparcia przegonimy UK :)

Oceń ten post:
minusplus
Brak ocen
Loading ... Loading ...

Tagi: , , , ,

Skomentuj