Bieganie TOSIĘ leczy

09-05-2011, 15:55 | Agnieszka

Można ich opisać jednym równaniem 3+2=5. Po pierwsze, jest ich troje: Bieta, Paweł i Marcin. Przyjaźnią się od wielu lat, a Bieta i Paweł zacieśnili więzi, tworząc podstawową komórkę społeczną. Po drugie, od dwóch lat biegają. Zaczęli, jak większość biegaczy, dla zdrowia i podreperowania kondycji. W międzyczasie przyszedł pomysł na połączenie biegania z pomaganiem – w ten sposób ostatni Półmaraton Poznań przebiegli jako charytatywni biegacze, w koszulkach apelujących o pomoc dla Tosi. A wynikiem tego równania ma być 5 tys.zł, które chcieliby wybiegać na rzecz Fundacji Antosia wspierającej dzieci dotknięte chorobą nowotworową oczu.

Kilka dni temu przebiegli Maraton w Pradze, za miesiąc startują w Półmaratonie Słowaka. Już teraz przyznają, że będą biegać tak długo, jak będzie trzeba, by osiągnąć cel. Mają T-shirty zrobione przez przyjaciół rodziców Tosi, ale pracują nad własnym projektem, by jeszcze bardziej wyróżniać się w tłumie biegaczy. Skąd w nich tyle zapału? Przeczytajcie.

Po pracy zamiast wypocząć na kanapie, szykujecie się do następnego biegu. Skąd pomysł na bieganie charytatywne?

Sam pomysł powstał w momencie gdy „wypłynęła” sprawa Tosi. Na początku nie wiedzieliśmy, w którym kierunku i jak rozwijać ten pomysł – nie ma zbyt wiele informacji na ten temat biegania charytatywnego w Internecie. Na przykład na maratonie w Gdańsku biegliśmy, rozdając ulotki. Na Biegu Lechitów spotkaliśmy Wojtka Mataka, który miał na sobie koszulkę Siepomaga, co nas zainspirowało do zbiórki.

Nie znacie Tosi osobiście. Dlaczego zdecydowaliście się pomagać właśnie Fundacji Antosia?

Biety pomysł ! Rodzice Tosi są bliskimi znajomymi jej koleżanki z pracy. Od jakiegoś czasu była potrzeba jakiejś większej motywacji dla tego naszego biegania i Fundacja Antosia zjawiła się w dobrym momencie. Tu Paweł dodał, że akurat on nie potrzebował większej motywacji niż ta, którą nosił przed sobą :)

Jakie emocje towarzyszą biegowi, którego celem  jest nie tylko czas i meta, ale też ktoś, kto czeka na pomoc?

W czasie samego biegu raczej o samym celu się nie myśli, po prostu w pewnym momencie na maratonie myślenie się wyłącza. Chyba, że pojawia się kryzys na trasie,  tzw. ściana, wtedy myśl o tym, że biegnie się dla kogoś, pomaga ruszyć dalej. Dużo się myśli przed i po. Na pierwszym maratonie, który biegliśmy dla Tosi, w Gdańsku, gdzie biegnąc, rozdawaliśmy ulotki, reakcje ludzi dodawały nam mocno sił i przełożyło się to na dużą satysfakcję po biegu.

Jak znajomi i bliscy zareagowali na pomysł biegania charytatywnego?

Ze zrozumieniem, biorąc pod uwagę nasze od zawsze zaangażowanie w różne akcje. Dopingują, interesują się postępem zbiórki i, oczywiście, naszymi wynikami i kondycją.

Wiele osób pomaganie ma we krwi. Czy wcześniej podejmowaliście akcje charytatywne poza Siepomaga.pl ?

Siepomaga odkryliśmy dopiero we wrześniu. Marcin kiedyś pracował w Fundacji Familijny Poznań i Centrum Młodzieży Salwator, Bieta i Paweł od kilku lat wspierają schronisko dla kotów w Konstancinie (np. zbiórką karmy na weselu),  a wszyscy doraźnie wspieramy różne akcje – odzież dla potrzebujących, akcje zbierania żywności, karmy dla zwierząt etc. Zawsze można powiedzieć, że jest to kropla w morzu potrzeb, ale jesteśmy zwolennikami twierdzenia, że „Kropla drąży kamień nie siłą, a częstym padaniem”.

Maraton Londyński jest największą charytatywną zbiórką biegową, co roku padają rekordy rzędu kilkudziesięciu milionów funtów. Czy w Polsce jest szansa na taki bieg?

Nie w najbliższym czasie. Jest kilka powodów takiej sytuacji. Na pewno sam rozmiar biegów w Polsce – największy maraton jest dużo mniejszy, niż londyński; podejście do biegów ulicznych, gdzie nie licząc biegaczy i ich znajomych oraz ludzi zaangażowanych bezpośrednio w o organizację, większość mieszkańców traktuje biegi głównie jako utrudnienie w ruchu ulicznym. Ma na to wpływ również oprawa medialna imprez - WOŚP zebrało w tym roku 47 mln zł, będąc non stop w mediach i mając dużą renomę i sympatię ludzi w całej Polsce. Poza tym, z niewiadomych przyczyn pomoc potrzebującym uważa się u nas za sposób wyciągnięcia pieniędzy “na lewo”, kombinatorstwo, a niektórzy się tego po prostu wstydzą. To też się musi zmienić.

Czy zbieranie pieniędzy przy takich okazjach, jak bieganie przynosi więcej radości, niż wpłacenie samemu pieniędzy na wybraną organizację?

Oczywiście, że tak. Choćby dlatego, że można zebrać więcej, niż się samemu wpłaci :)

Oceń ten post:
minusplus
Brak ocen
Loading ... Loading ...

Tagi: , , , , ,

Skomentuj