Światowy Dzień Kota

17-02-2011, 16:22 | Agnieszka


Dokładnie miesiąc po najsmutniejszym dniu w roku swoje święto mają wszystkie kotki, kicie i kocurki, a wraz z nimi świętują ich właściciele. Spośród kocich trosk udało się mi na chwilkę wyrwać Panią Kasię Strzelecką, która od wielu lat opiekuje się zwierzakami w Fundacji Azylu Koci Świat.


Mruczą, łaszą się, a po chwili idą w swoją stronę. Niełatwo kochać takich indywidualistów, a jednak powodów do kochania kotów jest mnóstwo.

Sadzę, że ludzie kochają koty głównie za ich indywidualność i często wręcz egocentryzm – to kot wychowuje sobie nas, a nie my kota. Psa chowanego od szczeniaka kształtujemy tak, jak chcemy. Rzecz jasna, że są jakieś uwarunkowania genetyczne, ale jednak. Kot wyrasta taki, jak ma wyrosnąć – z charakterem, niezależnie od środowiska.

Dlaczego w nazwie Fundacji jest słowo „koci”? Przecież schronienie znajdują u Was nie tylko koty…

Takie było moje założenie – żadnych psów. Okazało się jednak, że mam słabą-silną wolę i nie umiem przejść obojętnie obok cierpiącego nie-kociego stwora.

Jak wygląda życie kotów w Kocim Azylu?

Na pewno lepiej niż w schronisku czy piwnicy, ale mimo wszystko nie jest to dom. Mają dość łatwe życie – jedzonko na określoną godzinę, opiekę, cieplutkie fotele i łóżeczka. Gdy na dworze jest ciepło, całymi dniami hasają po specjalnie zrobionych konstrukcjach. Na pewno mają za mało człowieka. Nawet,  gdybyśmy się sklonowali, nie damy rady ich wszystkich codziennie wygłaskać. Z drugiej strony, nie wchodzą w grę wolontariusze – niestety, nasze koty żyją we własnym, małym światku.Kiedy wchodzą obcy ludzie, 3/4 ewakuuje się jak najszybciej i marznie na dworze, póki tamci nie wyjdą.

Fundacja powstała 7 lat temu. Pomogliście setkom zwierząt. Czy historia jakiegoś kota zapadła Pani szczególnie w pamięć?

Każdy kot jest związany z jakąś opowieścią. Nie tak dawno bardzo opłakałyśmy kota, który był z nami zaledwie kilka miesięcy. Trafił do nas z mieszkania jakiejś mocno starszej pani – tzw. kolekcjonerki zwierząt, bo trudno takich ludzi nazwać opiekunami. Był tak odbarwiony z brudu, że trudno było uwierzyć, że ma białe łapki. Niestety, dotarł do nas śmiertelnie chory – miał mocznicę. Był tak niezmiernie u nas szczęśliwy, mimo choroby, że aż promieniało od niego. Gdy umarł, nie mogłam opanować płaczu – jaki los jest niesprawiedliwy, że dał mu tylko kilka miesięcy radosnego życia.

Jedna z historii dotyczy Szymona, któremu nadaliśmy przydomek Salonowiec. Ma szansę wyzdrowieć i wrócić na salony?

Szymon jest już po kastracji i operacji oka, wyniki badań też się znacznie poprawiły. Gdy poczuł się lepiej, wyszedł z niego mały diabełek. Okazało się, że nie znosi swojego gatunku, więc izoluję go w jednym pokoju, a żeby pobiegał i posiedział z nami, muszę zamykać resztę chłopaków. Do kotek ma trochę lepszy stosunek, choć też nie przepada. Jak się wykuruje całkowicie, znajdziemy mu domek z basenem i złotymi klamkami – powoli już szukam :)

Czy są jakieś mity na temat kotów, przez które ludzie skazują je na cierpienie?

Jedynym mitem, jaki przychodzi mi na szybko do głowy jest to, że kot sam sobie poradzi. Niestety, w naszym cywilizowanym świecie jest to absolutna nieprawda. Dla kota wychowanego w domu porzucenie jest wyrokiem śmierci – często potwornej, bo z głodu. Tym bardziej, że wyrzucony pies niejednokrotnie szuka pomocy nawet u obcych ludzi, a kot przycupnie gdzieś w dziurze i umiera w rozpaczy, bojąc się wszystkiego i nic nie rozumiejąc.

Czy w jakiś szczególny sposób będziecie dzisiaj świętować?

Światowy dzień kota jest dla nas takim samym dniem, jak każdy inny – dla nas po prostu każdy dzień jest dniem kota….

Czego w takim razie możemy życzyć każdego dnia wszystkim kotom, które trafiają do Azylu?

Tym miłym i pro-ludzkim – wspaniałego domku. A wszystkim naraz chyba polepszenia sytuacji materialnej, bo mamy chwilowy kryzysik, który się wiąże, niestety, ze spadkiem jakości jedzonka dla nich. Nasze koty nigdy nie chodzą głodne, ale porządny worek np. suchego Sanabelle uszczęśliwia całą załogę…

Szymonowi i wszystkim kotom życzymy własnych azylów w domach troskliwych opiekunów, którzy zadbają o to, by miska była pełna i głaskania w bród. A jeśli któremuś stanie się krzywda (odpukać!), by spadał na cztery łapy wprost  do fundacji, dzięki której znowu zacznie wierzyć w ludzi.

Oceń ten post:
minusplus
Brak ocen
Loading ... Loading ...

Tagi: , , ,

(1) Komentarz

  1. weronika says:

    sama mam kotke i nigdy bym nie pozwolila, by jej sie cos stalo, dlatego popieram pomoc zwierzetom i organizacje. tyle sie slyszy na temat maltretowania zwierzat to przeciez nieludzkie one tez czuja czym sobie na takie traktowanie zasluzyly – czasami nie moge tego zrozumiec jak i dlaczego czlowiek jest taki okrutny. niech sie postawi w jego sytuacji mam namysli zwierzecia .
    pozdrawiam milosnikow zwierzat

Skomentuj