Pierwszy taki maratończyk – wywiad

04-12-2009, 16:05 | patryk

DSC04690Matthew Saleh, Anglik od dwóch lat mieszkający  w Poznaniu w niezwykły sposób rozpoczął swoją przygodę z biegami maratońskimi. Jako pierwszy człowiek w Polsce z okazji podjętego przez siebie wyzwania, zorganizował internetową zbiórkę charytatywną. Matthew opowiedział nam o swoim pomyśle, samym biegu podczas Maratonu Poznańskiego, a także o powodach osiedlenia się w Polsce.

Cześć, Matt. Doszedłeś już do siebie po maratonie?

Cześć Wszystkim. Tak, dziękuję, czuję się już dużo lepiej. Wciąż mam kontuzję kolana, której doznałem jeszcze podczas treningów, ale chodzę teraz na fizykoterapię, więc powinienem wrócić do 100% formy w ciągu najbliższych kilku miesięcy.
 

Czy to był twój debiut w maratonach?

Tak, to był mój pierwszy maraton. Zawsze chciałem to zrobić, więc byłem bardzo szczęśliwy, że mogłem wziąć w tym udział, ale sądzę, że moja dziewczyna, Marta, była jeszcze bardziej podekscytowana ode mnie. W dniu maratonu byłem trochę zdenerwowany, ale atmosfera wśród uczestników była rozluźniona i bardzo przyjacielska, co naprawdę pomogło mi zachować spokój. Poza tym muzyka na żywo podczas całego biegu i fantastyczne wsparcie widowni spowodowały, że ten bieg jeszcze długo zostanie w mojej pamięci.

strona zbiorkiDlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w maratonie?

Zawsze kochałem bieganie i zawsze chciałem sprawdzić się w maratonie. Poza tym, był to również sposób, by zebrać trochę pieniędzy i poruszyć problem opieki nad dziećmi, co jest bardzo bliskie mojemu sercu. W Wielkiej Brytanii całkowicie popierałem działania Organizacji NSPCC (The National Society for the Prevention of Cruelty to Children – Narodowe Stowarzyszenie Prewencji Przemocy u Dzieci), a tu, w Polsce, znalazłem jej godny odpowiednik – Fundację Dzieci Niczyje. Cały ten pomysł był dla mnie tak oczywisty, że nie zastanawiałem się nad tym długo.
Powiedz coś więcej o samym biegu, o najważniejszych momentach, o twoim stanie fizycznym i psychicznym.
Niestety, na niecałe dwa tygodnie przed tym wielkim dniem doznałem bolesnej kontuzji kolana (tzw. „kolano biegacza”), która zakończyła moje treningi i zmusiła do zmiany moich pierwotnych planów, żeby pobiec szybko. Musiałem więc znacznie zwolnić. Bałem się, że ból kolana stanie się tak uciążliwy, że będę musiał pokonać duży odcinek idąc. Na szczęście, ku mojemu zaskoczeniu, po pierwszych 21 kilometrach nie czułem już bólu i mogłem przyspieszyć, zacząłem wyprzedzać innych biegnących, co oczywiście dało mi niesamowitego kopa! Czułem się też bardzo dobrze psychicznie. Miałem wsparcie kibiców (w tym Marty i dwojga bliskich przyjaciół) i świadomość, że cała fundacja charytatywna, liczni przyjaciele, członkowie rodziny i anonimowi darczyńcy życzą mi jak najlepiej. Nie zastanawiałem się ani przez chwilę nad tym czy uda mi się zakończyć bieg, raczej nad tym w jaki sposób przekroczę metę: biegnąc sprintem czy czołgając się? Cieszę się, że moje kolano wytrzymało bieg do około czwartego kilometra przed metą, potem szedłem kulejąc. Zakończenie maratonu było nie tylko zwieńczeniem mojej ciężkiej pracy, ale także wspaniałym momentem w moim życiu, z którego jestem bardzo dumny.

orders_email_9955-000101-mpo09_01_msz_20091011_124523Co spowodowało że zdecydowałeś się zrobić internetową zbiórkę na rzecz Fundacji? To jest jeszcze zupełnie nieznane w Polsce. Czy w Twoim kraju takie zbiórki są popularne?

Tak, w Wielkiej Brytanii bardzo często ludzie organizują takie zbiórki pieniędzy przy okazji jakichś wyzwań: wzięcia udziału w maratonie, odchudzania się, wspinaczki po górach czy jazdy na rowerze na długi dystans. Wtedy tworzysz taki formularz dla sponsorów, gdzie wymieniasz swoje cele, które zamierzasz zrealizować i decydujesz na rzecz której organizacji charytatywnej chcesz zbierać pieniądze.

Potem idziesz osobiście do każdej osoby, którą znasz i w sposób jak najbardziej czarujący i przekonujący, starasz się namówić ją na to, żeby podpisała się pod tą twoją listą. I w ten sposób staje się ona twoim „sponsorem”. Obok swojego nazwiska wpisuje sumę, która zobowiązuje się przekazać, jeśli uda ci się zrealizować wyznaczone cele. Po skończonym wydarzeniu idziesz znowu do tych osób, żeby zebrać obiecane pieniądze. Bierzesz ze sobą wszelkie medale czy dyplomy, które udało ci się zdobyć. Oczywiście, ludzie nigdy nie pytają o takie dowody, ale jeśli masz ładny błyszczący medal, to jest to też dobra okazja do pochwalenia się nim!

Ten cały proces ponownego odwiedzania sponsorów i zbierania pieniędzy zabiera dużo czasu i zdarza się, że organizacja dostaje swoje pieniądze dopiero parę tygodni czy nawet miesięcy później. Dlatego zbiórki internetowe są o wiele łatwiejsze dla wszystkich osób związanych z takim wydarzeniem i naprawdę mam nadzieję, że to się przyjmie w Polsce.  Widziałem sukces mojej zbiórki, widziałem niesamowitą hojność Polaków przy okazji corocznego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i wiem, że ludzie tutaj będą starali się za wszelką cenę poprzeć dobry cel.

orders_email_9955-000201-mpo09_01_br_20091011_124359W jaki sposób promowałeś swoją zbiórkę i ile osób wsparło twój pomysł?

 Mój profil na Siepomaga.pl był promowany na wiele sposobów. Pisałem blog dotyczący maratonu, gdzie miałem możliwość przekazania bardzo dużo informacji, linków etc. Wysłałem bardzo dużo maili do przyjaciół, rodziny, współpracowników. Marta prosiła każdego, kogo znała o wsparcie, zrobiła naprawdę dużo, żeby rozeszła się wieść o mojej akcji. Najważniejsza była chyba pomoc i fantastyczne wsparcie wybranej przeze mnie organizacji, Fundacji Dzieci Niczyje. Przysłali mi koszulkę, która miałem na sobie w dniu maratonu, napisali o mnie bardzo dużo na swojej stronie internetowej i na stronie jeszcze innej organizacji. Ich entuzjazm i optymizm bardzo mi pomógł, szczególnie na te dziesięć dni przed rozpoczęciem maratonu, kiedy siedziałem bezczynnie pragnąc tylko, żeby moje kolano wyzdrowiało. Wiele osób okazało mi swoje wsparcie, zarówno psychiczne, jak i finansowe i jestem im naprawdę za to bardzo wdzięczny. Dali mi bardzo dużo motywacji i pozwolili zebrać odpowiednią ilość pieniędzy. Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

W jaki sposób dowiedziałeś się o SiePomaga.pl ?

Na początku, kiedy zaczynałem mówić różnym ludziom o moim pomyśle sponsorowania maratonu (tak się to określa w języku angielskim), spotykałem się z niezrozumieniem i zażenowaniem. Myślę, że ludzie byli, co zrozumiałe, trochę niechętni, żeby otworzyć swoje portfele przed obcokrajowcem, który chciał zabrać ich pieniądze i, dosłownie, pobiec! Wiedziałem co nieco o takiej internetowej firmie w Wielkiej Brytanii, która umożliwiała ludziom przekazywanie pieniędzy przez Internet w prosty i bezpieczny sposób. I znowu Marta znalazła rozwiązanie. Dosłownie w kilka minut, używając wyszukiwarki i kilku odpowiednich słów- kluczy, znalazła Siepomaga.pl. Byliśmy oboje pod dużym wrażeniem ogromnej ilości informacji o różnych organizacjach charytatywnych i ogólnej prostoty użycia. Przede wszystkim mogłem teraz poinformować wiele osób o takim przejrzystym i jasnym sposobie finansowego wsparcia, którego mogą dokonać w wolnej chwili. Myślę, że dużym plusem była także możliwość dokonywania wpłat anonimowych, dlatego, że ludzie są często w takiej sytuacji bardzo skromni, niezależnie od sumy, która ofiarują. Wpłaty były bardzo różne, ale tak, jak mówiłem podczas tej całej akcji, grosz do grosza…,a moja zbiórka to potwierdza!

To powiedz nam jeszcze, jak to się stało, że zamieszkałeś w Poznaniu?

Po raz pierwszy przyjechałem do Poznania w 2006 roku, do mojego kolegi, który zaprosił mnie na imprezę Sylwestrową. Reszta jest raczej przewidywalna: Anglik zakochujący się w Polce…W końcu rzuciłem moją pracę inżyniera i przyjechałem tutaj na rok, żeby zobaczyć jak się ułożą różne sprawy. Potem zakochałem się ponownie, tym razem w waszym kraju i teraz, osiemnaście miesięcy później, wciąż tu jestem i nie mam wcale zamiaru wracać do siebie, przynajmniej nie na stałe!

Bardzo dziękujemy za rozmowę.

Ja również dziękuję i życzę wszystkiego dobrego.

Tłumaczenie z angielskiego: Anna Towarek, SiePomaga.pl

Oceń ten post:
minusplus
Brak ocen
Loading ... Loading ...

Tagi: , , , , ,

Skomentuj